„Celebrując życie” – relacja Sabiny ze spotkania wielkanocnego Oliwkowiczów

Oto relacja Sabiny z wielkanocnego spotkania Oliwkowiczów:

„I znowu Warszawa, choć tęskno za Piwniczną, ale co tutaj w trawie piszczy? Odpoczywać? No raczej nie… W sobotę 13.03 dostałam zaproszenie na spotkanie warszawskiego klubu smakoszy 🙂 Czarna Oliwka, w całości i poprawnie „Warszawska Grupa Czarnej Oliwki”. Obejrzałam stronę i stwierdziłam, że oto otwierają się bramy kulinarnego raju… Dieta, ach dieta, koniec z hurtem czas na detal…A niech to, na wiele bardzo smacznych detali, i już 🙂

Jest to grupa pasjonatów, amatorów ale również ludzi związanych z branżą, którzy spotykają się co jakiś czas w wybranej restauracji i testują jedzonko z radością, dla własnej przyjemności, Recenzje trafiają na stronę grupy http://www.wgco.wordpress.com.
Krążące talerze, wymiana kieliszków itp., bez zadęcia, to przecież nam się podoba! Co za szkoda, że już Cię tu nie ma… Ale może Oliffka zechce rozszerzyć wpływy na Kraków? Mamy tam parę perełek do sprawdzenia, prawda? Ok., wracam do idei. Od czasu do czasu, mniej więcej raz na kwartał spotykają się u któregoś z członków i wtedy każdy coś gotuje i przynosi. Jest szefowa, która koordynuje żeby wszystko grało i wszystkie elementy posiłku znalazły się w menu. Wszystkiego jest po troszkę do degustacji dla każdego.

No więc ja trafiłam na takie prywatne spotkanie wielkanocne u gościnnej członkini. Od wejścia unosiła się atmosfera biesiady, pięknie zastawiony stół, zapachy i ta radość ludzi ceniących dobrą kuchnię. To było moje miejsce i czułam to od początku. Gospodyni urocza lady, maluje, zajmuje się ceramiką i kuchnią. Najbardziej mnie ujęła jak podczas zwiedzania jej „muzeum” wskazała na ścianę mówiąc „a to insygnia wolnomularskie mojego praprapradziadka” 🙂 Tak, nasza „jadalnia” robiła wielkie wrażenie. Pierwszy raz widziałam takie coś i szczerze żałowałam, że nie wzięłam aparatu, bo warto było. Ale ja mam duży szacunek dla prywatność i najczęściej na takie spotkania nawet nie noszę, bo nie wiem kto będzie. W dobie FB niektórzy boją się zostać sfotografowani w niewłaściwej konfiguracji czasu, miejsca tudzież społeczności :

Ale misją spotkania były rozkosze podniebienia, o których chyba nie będę się rozpisywać, wystarczy spojrzeć…

MENU

terrina wieprzowo-drobiowa + konfitura z cebuli (konfitura obłędna, z rodzynkami i malinową nutą, terrina z dodatkiem pistacji, dobrze przyprawiona)
pikle z dyni (jak nie przepadam, to te były super, na occie winnym, zbalansowane w smaku, słodko-winne, z odrobiną miodu)
królik z kurkami (znowu zaczynam pasjonować się mięsem, mniam)
domowy pasztet z zająca z gruszkami (hit)
sałatka ze szpinaku, siekanym parmezanem i kiełków z winegretem z malinową nutą (mogłabym zjeść miskę tego cuda)
jajka faszerowane pieczarkami (wielkanocny akcent, w końcu spotkanie wielkanocne)
roladki z łosia (pyszne, delikatne ze słodkim akcentem)
kiszone jajka (hmmm, nad tym jeszcze myślę, to było jako „ciekawostka”)
śledź pod jajeczną pierzynką (ciekawe połączenie śledzi, buraczków i jajek, wiedziałam, że istnieje, ale nie próbowałam wcześniej. Bardzo mi smakowało)
roladki z szynki parmeńskiej i schabu z chrzanowym mascarpone z żurawinką w galarecie z tokaja aszu (mniaaaaaaaaaam to za mało)
luzowane skrzydełka faszerowane morelami i rodzynkami lub pieczarkami (trafiłam na pieczarki, bardzo dobre, pyszny sos, a tu powoli miejsce brak i jeszcze gęś w piekarniku….)
nadziewana pieczona gęś (mistrzostwo świata, co za nadzienie!) zapiekane ziemniaczki
sernik (uff, 2 porcje, bo nie mogłam się powstrzymać, wilgotny, aksamitno gładki w strukturze i smaku, z czarną, dobrze zastygniętą czekoladą na wierzchu, niziutki. Jeszcze czuję ten smak)
tiramisu (ratunku!! Nie mam miejsca, a tu rozkosz)
lody waniliowe z syropem z czarnego bzu (Grycan jak zwykle najlepszy, mniam syrop, ciekawe, czy do piwa się nadaje?)
domowe nalewki: ratafia, żurawinówka, śliwówka – ohhhh i ciekawostka – nalewka na rogach jelenich, ceniony afrodyzjak (nie ruszyłam!!!!! Po pierwsze be, po drugie nie potrzebuję katalizatora, czasami powinni mi zaaplikować co najwyżej inhibitor, hihihi)
Pyszna czarna kawa, zrobiona tak jak lubię, herbata yerba mate.

Uffffffffffffffffffffffffffffffffff.”

Reklamy

12 thoughts on “„Celebrując życie” – relacja Sabiny ze spotkania wielkanocnego Oliwkowiczów

  1. Halo OLIVKI, morze sie zorganizujemy wyjazdowo-kulinarnie (gofry-rurki-lody-picca-kebap, plazek po guralsku …) na krotki likend majowy 1-3 maja? morze nad moze? morze gury ? np. w gminie poronin… 🙂

  2. Ano się rozpisałam, pierwotnie to był mail do mej psiapsiółki z Krakowa 🙂 Bo my tak se lubimy pikantne opowieści snuć 🙂 Łikend majowy jest miłą dla brzuszka opcją, jestem za! Na koniec świata za węchęm bym szła.

  3. Ach ci „poznaniacy” są docieliwi -wiedzą co w trawie piszczy w Wwie a my na miejscu nic nie wiemy a może tylko ja! Przyjmij Haniu gorące życzenia. A może uczcijmy je wspólnym wyjazdem do Badowa w tę sobotę. Są chętni? trzeba zgłośić swój przyjazd/ warto tworzyć komplety do samochodów -50 km od Wwy na Katowice/
    lista;
    1,2,3,4-Krystow-mam komplet
    5….xyz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s