Za nami tapas party u Mamby. Tym razem spotkanie było udane pod względem frekfencyjnym – przyszło sporo Oliwkowiczów a także kilka osób z grona znajomych Mamby – w sumie uzbierało się kilkanaście osób. Pogoda dopisała trochę mniej, bo pokropił deszcz a pod koniec imprezy zrobiło się chłodno i wietrznie. Niezbyt sprzyjająca pogoda nie wpłynęła w żaden sposób na nasze wrażenia kulinarne – myślę, że pod względem rozkoszy dla podniebienia uczestnicy spotkania byli w pełni usatysfakcjonowani – stół był pełen wspaniałych dań.

Mamba jak zwykle przyjęła nas z wielką gościnnością, przygotowując kilka wspaniałych dań. Najbardziej oryginalna była sałatka z botwinki z truskawkami i ugotowanym burakiem pokrojonym na kawałki w sosie z nutą czekolady. Mam nadzieję, że Mamba nie będzie miała mi za złe, że podam tu składniki sosu. Przyrządza się go z czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej, octu balsamico, soku malinowego i oliwy. Bardzo ciekawy smak.

Mamba przygotowała też melona w szynce parmeńskiej skropionego balsamico a także moje ulubione, zapiekane morele w salami oraz śliwki w boczku. Nie jestem pewna, czy koreczki z winogron i sera też były autorstwa Mamby. Jeśli nie, proszę o skorygowanie mnie. Mamba zrobiła też dwie tarty – jedna z nich była z podgrzybkami, druga niestety nie wiem z czym, bo nie udało mi się jej spróbować – zniknęła błyskawicznie ze stołu.
Emilka przyrządziła bardzo smaczne placuszki z ziemniaków z dodatkami.
Tangerinka uraczyła nas przygotowanym przez siebie ceviche – przekąską z surowej ryby z dodatkiem mango. Jakby ktoś chciał poczytać, co to takiego ceviche, to znalazłam ciekawy artykuł, w którym jest opisana ta przekąska. Tangerinka zaserwowała też pyszną cukinię marynowaną (Tan, prosimy o przepis!) oraz czereśnie marynowane.
Lucy przyrządziła zapowiadane wcześniej roladki z naleśników z kozim serkiem oraz rewelacyjny deser – truskawki w czekoladzie, które dosłownie rozpływały się w ustach. Rozsmakowałam się w tym deserze i już go sobie przyrządziłam w domu po imprezie.

Rodzina Szymanów tym razem przybyła w komplecie – Tomek, Iza i malutka Wiktoria. Szyman przebił wszystkich okazałym talerzem sushi.

Po spektakularnym, kulinarnym wejściu Szymana popadłam w kompleksy, że w moim odczuciu przygotowałam zbyt skromne przekąski, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo bardzo smakowały gościom – były to paszteciki (rozmiar L) z ciasta francuskiego z nadziem z pora, fety, szynki i papryki. Paszteciki przyrządza się szybko i prosto. Gotowe ciasto francuskie pokroiłam na kwadraty, lekko rozwałkowałam, posypując najpierw delikatnie mąką. Nadzienie przyrządziłam z podsmażonego na maśle pokrojonego pora, szynki pokrojonej w paseczki, do których po usmażeniu dodałam paprykę pieczoną, obraną ze skórki, pokrojoną w paseczki i fetę pokrojoną w kostkę. Nadzienie przyprawiłam oregano i pieprzem – nie należy dodawać soli, bo feta jest wystarczająco słona, aby nadzienie miało słony smak. Na kwadracie ciasta należy położyć trochę nadzienia, złożyć na pół, zlebić krawędzie, przycisnąć widelcem, robiąc ząbki. Zapiekać przez 15 minut w piekarniku. Na imprezie paszteciki były podane na ciepło, ale później odkryłam, że dobrze smakują także na zimno. Z nadzieniami można poeksperymentować.
Na koniec Krys zaserwował nam usmażone przez siebie placki z kwiatem bzu czarnego polane syropem. Mieliśmy też okazję zdegustowania przyrządzonych przez Krysa nalewek: brzoskwiniowej, żurawinowej i orzechowej.
Impreza bardzo udana. Tak, jak mówiliśmy podczas spotkania – żadne wyjście do restauracji nie równa się naszym imprezom domowym – tak wielu różnorodnych, pysznych potraw nie spróbujemy za jednym razem w żadnej restauracji.
Dziękujemy Mambie za zaproszenie i świetną organizację spotkania.